Wiele razy prezentowaliśmy na naszych łamach szczególną metodę osuszania wilgotnych piwnic, która polega na ustawieniu we wnętrzu domu urządzenia ,,odpychającego” wilgoć gruntową od ścian piwnicznych.

Przy stosowaniu tej metody nie wykonuje się żadnych prac budow­lanych stosowanych w innych meto­dach: nie odkopuje się fundamentów, nie podcina ani nie nawierca murów, aby uzupełnić brakującą izolację. Ze względu na nie wyjaśnioną do końca zasadę funkcjonowania urządzeń, metoda jest traktowana jako tajem­nicza, a nawet podejrzana. Tymcza­sem, po kilku latach obecności me­tody na rynku polskim, są już pewne doświadczenia w stosowaniu „ma­gicznych pudełek”.

■ Ochrona piwnic przed wilgocią

W domach budowanych przed la­ty często nie stosowano pionowej ani poziomej izolacji przeciwwilgocio­wej. Mur nie zabezpieczony przed za­wilgoceniem z biegiem czasu jak gąb­ka chłonnie wodę w wyniku zjawiska, które nazywa się podciąganiem ka­pilarnym.

O kapilarach uczyliśmy się na lekcjach fizyki w szkole podstawo­wej: są to rurki o bardzo małych przekrojach, w których woda pod­ciągana jest dzięki siłom przyczep­ności i napięciu powierzchniowe­mu. W porowatej strukturze wielu materiałów budowlanych – cegieł, pustaków, tynku itp. – jest mnó­stwo takich cieniutkich rurek czy kanalików, które z łatwością pod­ciągają wodę z gruntu. Im mniej­szy jest przekrój kapilary, tym wyż­sze podciąganie: z upływem czasu stopniowo i konsekwentnie postę­pujące. Sole podciągane z wodą krystalizują bowiem, zmniejszając jeszcze średnicę kapilar. Woda z so­lą dociera więc coraz wyżej, sól od­kłada się w wyższych partiach mu­ru i tak dalej.

Zawilgocenie ścian jest szkodliwe dla zdrowia. Wilgotne ściany stanowią słabszą izolację termiczną. Łatwo po­wstaje na nich pleśń. W pomieszcze­niach o zawilgoconych ścianach od­czuwa się charakterystyczny, niemiły zapach stęchlizny.

Czynniki powodujące zawilgocenie ścian, a także sposób zabezpieczenia budynku przed wilgocią gruntową zależą od warunków gruntowo-wodnych na działce.

■ Kiedy „pudełka” mogą się przydać

Na przykład w obiektach zabyt­kowych, w których podciąganie ka­pilarne często dochodzi do stropu pierwszej kondygnacji, a niekiedy wnika nawet w drewniane elementy konstrukcji, grożąc jej zniszczeniem.

Mury zawilgocone podciąganą kapilarnie wodą mogłem obejrzeć w piwnicy domu przy warszawskim Nowym Świecie. Właściciel jednej z licznych w tym rejonie restauracji postanowił zagospodarować piwni­ce i urządzić w nich winiarnię. Piw­nice świetnie nadawały się do tego celu. Po oczyszczeniu ścian piwnicy okazało się, że cegły są mokre.

Przy zewnętrznych ścianach budyn­ku wykonano wiercenia i sporządzo­no przekrój przez warstwy gruntu. Do głębokości posadowienia fundamen­tów w podłożu znajdował się grunt nasypowy składający się z piasku gli­niastego przemieszanego z gruzem ce­glanym. Woda opadowa filtrując, za­trzymuje się w takim gruncie i dopływa do ścian budynku. Pod gruntem nasy­powym występowała cienka warstwa pyłu przykrywająca glinę piaszczystą, której strop, czyli górną powierzch­nię warstwy oznaczono na głęboko­ści 3 m poniżej poziomu terenu. Oka­zało się wówczas, że ściana nie ma żadnej izolacji przeciwwilgociowej.

Zleciłem odsłonić ścianę i obłożyć ją profilowanymi płytami firmy Dórken. Płyty te odizolowały ścianę od dopływającej wody, a specjalny profil zapewnił wentylowanie i przesuszanie muru.

■ Dlaczego magiczne

Tutaj właśnie, aby poprawić stan murów piwnicy, zaleciłem zamonto­wanie „magicznych” aparatów. We­dług informacji producenta umożli­wiają one stworzenie niewidzialnej blokady zastępującej izolacje pozio­me. Bezprzewodowe aparaty (nie wy­magające sztucznego zasilania) wy­twarzają pole oddziałujące na układ potencjałów elektrycznych w murze, zmieniając w ten sposób polaryzację cząsteczek wody. Powoduje to ruch wody w kierunku fundamentów.

Dwa takie aparaty umieszczono pod stropem piwnic winiarni. Już po upły­wie miesiąca zmniejszyła się wilgotność muru i powietrza wewnątrz pomiesz­czeń. Winiarnia została otwarta.

■ Gdzie się jeszcze sprawdziły

W podobny sposób zabezpieczo­no w 1994 roku zabytkowy kościół św. Karola Boromeusza w Warsza­wie na Powązkach. Aparaty rozmiesz­czono w kwietniu, a już po ośmiu mie­siącach wilgotność murów zmalała od 24 do 60% – przed osuszaniem wynosiła od 2,5 do 15,5%, zmalała do 0,9-7,6%. Rezultaty są widoczne gołym okiem dla postronnego obser­watora. Podobną opinię na temat skuteczności metody wyraża dyrek­tor i nauczyciele szkoły podstawowej mieszczącej się w pałacu hrabiego Zyberek-Platera w Konstantynowie. Orzekli oni, że po upływie sześciu mie­sięcy zniknął zapach stęchlizny w sa­lach lekcyjnych i znacznie zmalała wil­gotność ścian. „Ta metoda osuszania ścian sprawdziła się w naszej szkole i jest godna polecenia we wszystkich obiektach mających problemy z wil­gocią” – powiedział dyrektor.

W pomieszczeniach podziemnych aparaty sprawdzają się, gdy nie ma dopływu wody od strony ściany, a więc z boku, tak jak na rysunku 1. Gwaran­towane jest osuszenie ścian, do któ­rych woda dopływa jedynie od dołu i jest kapilarnie podciągana w murze.

W lutym bieżącego roku zaleciłem zamontowanie takich aparatów w sa­li klubu pracowniczego zakładów Wedla. O wynikach poinformuję.