Październik jest już tradycyjnie miesiącem targów oświetleniowych w Warszawie. Bierze w nich udział coraz więcej polskich producentów lamp.

Charakterystyczną polską cechą jest namiętne chwalenie cudzego („Cudze chwalicie, swego nie zna­cie…”). Mały wyłom uczyniło ha­sło „Dobre, bo polskie”, ale zasada pozostaje nienaruszona. Zwiedzając ubiegłoroczne Targi Oświetlenia przekonałam się, że Polacy mają naprawdę świetny gust – importują doskonałe oprawy.

■ Oszczędzamy

Tegoroczne targi „Światło’96″ promować będą oświetlenie ener­gooszczędne. Oznacza to nie tyl­ko zachęcanie do stosowania „zjadających” mniej prądu świe­tlówek kompaktowych, ale rów­nież do ograniczania czasu dzia­łania oświetlenia elektrycznego. Sprowadza się to głównie do in­stalowania ściemniaczy i automa­tycznych wygaszaczy oświetle­nia, stosowania we wnętrzach dużych jasnych płaszczyzn lub luster będących wtórnymi (przez odbicie) źródłami światła, jak również takie projektowanie bu­dynków, aby jak najdłużej docie­rało do ich wnętrza bezpłatne światło dzienne.

■ Projektant – kosztowny dodatek?

W stoiskach targowych nadal przeważa import. Gdzie się po­dziali polscy projektanci? Czy bra­kuje im talentu i siły przebicia, czy może nikt ich nie potrzebuje, bo import jest łatwiejszy i kosztu­je mniej, niż wdrożenie nowego projektu? Z praktyki architekto­nicznej wiem, że rynek polskich opraw biurowych oferuje kilka do­brych wzorów, dobre jakościowo są również oprawy oświetleniowe do stropów podwieszanych – np. firmy EL-DECO. Jednakże w tych samych biurach wnętrza bardziej uroczyste otrzymują wy­posażenie włoskie lub niemieckie, które gwarantuje oczekiwany efekt. Właściciele większości pol­skich firm produkujących oprawy oświetleniowe nie zatrudniają fa­chowych projektantów, gdyż w ich opinii podwyższa to koszty produkcji i zmniejsza (?!) zysk. Wy­gląda na to, że projektant jest swego rodzaju kosztowną dekora­cją firmy, a nie faktycznym współ­autorem jej sukcesu finansowego.

Uwielbiane przez polskich nabyw­ców lampy włoskie tworzone są przez wybitnych projektantów sy­gnujących swoje wyroby własnym nazwiskiem. Są piękne, prawda? Na przykład perfekcyjna lampka nocna firmy „Artemide” czy finezyjna lampa stojąca firmy „f.fabbian” EQ. Są piękne i drogie, ale chętnie kupowane, bo posiada­nie rzeczy pięknych i drogich nobilituje. Polskie oprawy – szcze­gólnie te produkowane przez pry­watne firmy – są lepszymi lub gorszymi kopiami wyrobów zagra­nicznych (nawet nie wspominam o prawach autorskich). Projektantów zatrudniają firmy produkujące oprawy biurowe, przemysłowe i specjalne, gdyż obowiązujące przy produkcji suro­we normy uniemożliwiają zapro­jektowanie lampy przez osobę nie­fachową (np. księgową). Proszę mi wierzyć, że plastycy potrafią za­projektować kinkiet, lampę stoją­cą czy stołową. To ich zawód!

■ Dobre, bo polskie

Polska firma „Glass Rainbow” wy­konuje repliki lamp witrażowych Tiffany’ego. Z pietyzmem odtwarzają dobry wzór należący do klasyki wzornictwa, sprowa­dzają zza oceanu specjalne cienkie szkło i taśmę miedzianą. Pracując mozolnie stali się współtwórcami mody na lampy witrażowe. Pro­dukcja drogo kosztuje, jeżeli chce się utrzymać wysoką jakość. Przegrywają cenowo, ponieważ rynek zalany jest lampami witra­żowymi fatalnej jakości, zaprojek­towanymi tanio przez osoby bez odpowiedniego wykształcenia o ambicjach plastycznych (którym wydaje się, że to wystarczy). A jak wiadomo, co tanie i pospolite rów­nie prędko staje się niemodne. Polskie firmy, które próbują ekspe­rymentować na upodobaniach ro­daków (tzn. projektują wzory pro­ste, eleganckie i bardzo dobre ja­kościowo), mają – niestety – pro­blemy ze sprzedażą. Gust polskiego klienta decyduje więc o wzornictwie. Niestety.

Podobno im lampa „ozdobniejsza” (czytaj: „powyginana, wzorzysta, kryształowo-złocista”), tym lepiej się sprzedaje. Firmy rezygnują więc ze sprzedaży zbyt ekstrawaganc­kich, jak na upodobania Polaków, opraw oświetleniowych. A co z klientami o bardziej wyrafi­nowanym guście, o większych po­trzebach estetycznych? Czy pozo­staną im tylko lampy włoskie? Może producenci uwierzą, że war­to trochę zainwestować, by popra­wić estetykę, indywidualność i funkcjonalność swoich opraw. Powoli zaczyna zmieniać się na lepsze, czego przykładem są firmy PROMETEUSZ i LUMINEX Q Prawdziwie dobry wyrób zawsze znajdzie nabywcę. Mocno w to wierzę i życzę wszystkim produ­centom udanych inwestycji w przyszłym roku. Inwestycji w profesjonalizm.