Co robić, jeśli zdarzy nam się zastać w domu intruza, który mimo żądania nie opuszcza tego miejsca? Co robić, gdy mimo naszego żądania nie chce wyjść osoba, którą wcześniej zgodziliśmy się wpuścić do domu?

Obawa przed tym, że wracając do domu zastaniemy tam buszującego złodzieja, jest obawą przed czymś, co rzeczywiście może się zdarzyć. Rzadziej natomiast wyobraźnia podsuwa wizję zastania w domu „niepro­szonego gościa”, który nikogo nie napastuje, niczego nie kradnie, a jest jednak intruzem nie opuszczającym tego miejsca mimo wyraźnego żądania właściciela do­mu. Tymczasem życie może dostarczyć przykładów bardzo różnych sytuacji, począwszy od tych banal­nych, po zainscenizowane w bardziej wyrafinowany sposób. Może to być np. sytuacja zupełnie nieoczeki­wana, której opis – choć dziwny – właśnie został za­czerpnięty z życia. Intruzem była osoba zastana w bu­dowanym domku jednorodzinnym, robiąca zdjęcia je­go kuchennego wyposażenia obrazujące elegancki i nowatorski sposób ich zamontowania. Zdjęcia te, jak się później okazało, zamierzała wykorzystać w folde­rze wydawanym przez firmę reklamową, dla której pracowała.

Każda sytuacja zastania w domu intruza znajdującego się tu wbrew woli osoby uprawnionej do dysponowa­nia danym miejscem rodzi pytanie o to, jak do tego typu sytuacji odnosi się prawo.

■ Naruszenie miru domowego

Źródła prawnego uregulowania należy poszukiwać w prawie karnym, a ściślej w art. 171 kodeksu karnego, zawierającym określenie przestępstwa zwanego naru­szeniem miru domowego. Zgodnie z tym przepisem za przestępstwo takie może odpowiadać ten, kto „wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonej działki gruntu zwią­zanej z ich używaniem lub służącej za miejsce pobytu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takie­go nie opuszcza”. Przestępstwo takie jest zamachem na wolność właściciela domu, rozumianą w tym wy­padku jako wolność do decydowania o tym, kto może w nim przebywać.

Pierwszą z dwóch możliwych form popełnienia tego przestępstwa jest „wdarcie się” do cudzego domu. W tej formie popełnia je np. autostopowicz, który pod nieobecność właściciela i bez jego wiedzy dostaje się do domku letniskowego na działce, opustoszałego między weekendami. „Wdarcie się” do domu nieko­niecznie musi się wiązać ze stosowaniem przemocy fi­zycznej lub groźby. Zachodzi ono również wtedy, gdy właściciel domu nie godzi się na wejście osoby. Przy ocenie zajścia istotne jest, czy nastąpiło ono wbrew wyraźnej lub dorozumianej – na podstawie okoliczno­ści – woli właściciela.

Drugą formą popełnienia tego przestępstwa jest „nieopuszczenie” domu wbrew żądaniu osoby uprawnio­nej. W takiej sytuacji mamy do czynienia z popełnie­niem przestępstwa przez zaniechanie, które może być poprzedzone uprzednim wejściem sprawcy do domu, nawet za zgodą właściciela. Żądanie nie musi być po­wtarzane i nie jest konieczne, by nastąpiło po wejściu danej osoby.

Może się oczywiście zdarzyć, że sprawca popełni przestępstwo w obydwu możliwych jego formach, najpierw wdzierając się do domu wbrew woli właści­ciela, zaś później nie opuszczając go pomimo jego żądania.

Aby odpowiadać za przestępstwo naruszenia miru do­mowego, wystarczy zatem samo „wdarcie się” do do­mu bądź nieopuszczenie go wbrew żądaniom właści­ciela. Takie zachowanie, by było uznane za przestęp­stwo, nie musi wcale iść w parze z napadnięciem na osobę, kradzieżą mienia, jego zniszczeniem czy jakim­kolwiek innym przestępstwem. O popełnieniu przestępstwa naruszenia miru domo­wego można oczywiście mówić jedynie w wypadku zachowania bezprawnego. Tym samym nie chodzi tu o takie sytuacje, w których osoba wkraczająca do do­mu bez zgody właściciela lub nie opuszczająca go wbrew jego żądaniu ma służbowe uprawnienie do ta­kiego zachowania (np. do policyjnego przeszukania pomieszczeń). Bezprawność może również wyłączyć działanie w stanie wyższej konieczności podjęte np. przez osobę, która wbrew woli właściciela dostaje się do mieszkania w celu telefonicznego wezwania leka­rza do nagłego wypadku.

■ Jak się przed takim zachowaniem bronić?


Zawiadomienie o przestępstwie to oczywista kolej rzeczy. Jednak w czasie gdy przestępstwo jest właśnie popełniane, trzeba podjąć decyzję: co robić? Odpo­wiedź na pytanie, jak się w takiej sytuacji bronić, bę­dzie wymagała osobnego zajęcia się dwoma możliwy­mi – wyżej przedstawionymi – formami popełnienia przestępstwa naruszenia miru domowego. Odpowiedź będzie stosunkowo prosta w wypadku obrony przed „wdarciem się”. Nie chodzi tu o oczywi­stą różnicę w obranym sposobie obrony zależnym od tego, czy jest się kulturystą trenującym podnoszenie ciężarów czy „okularnicą” z piosenki Osieckiej. Sposób obrony: wyniesienie sprawcy poza obręb posesji czy wzywanie pomocy – każdy wybiera na miarę swych możliwości. Prawny punkt widzenia zmusza nato­miast do odpowiedzi na pytanie: co wolno uczynić, aby zapobiec „wdarciu się” intruza, a jednocześnie sa­memu nie narazić się na odpowiedzialność karną. Sytuacja, w której mamy do czynienia z „wdarciem się” będącym bezprawnym działaniem sprawcy, daje prawo do podjęcia wobec takiego działania obrony koniecznej.


O niezbędności przestrzegania pewnych warunków przy podjęciu takiego działania była mowa w moim wcześniejszym artykule pt. „Granice obrony koniecz­nej” opublikowanym na łamach „Muratora” nr 5/96. By nie powtarzać zaprezentowanej w nim problema­tyki, warto w tym miejscu wrócić jedynie do przedsta­wionej w nim konkluzji, a mianowicie stwierdzenia, że uprawnienie do działania w obronie koniecznej, do stawienia czoła napastnikowi nie jest prawem niczym nie ograniczonym.

Instytucja obrony koniecznej daje szersze możliwości działania w porównaniu z innymi, tj. z instytucją sta­nu wyższej konieczności czy – jak będzie o tym mowa w dalszej części tego artykułu – instytucją tzw. do­zwolonej samopomocy. Szerokie zakreślenie w prawie karnym granic obrony koniecznej przez m.in. brak na­łożenia na broniącego się obowiązku skorzystania z innej możliwości uniknięcia niebezpieczeństwa, uzasadnione jest tym, że w ten sposób prawo każe ponieść napastnikowi ryzyko jego własnego bezpraw­nego zachowania. Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w wypadku pierwszej z dwóch możliwych form popełnienia przestępstwa naruszenia „miru do­mowego”, tj. wdarcia się sprawcy do domu.

■ Gdy sprawca nie chce opuścić domu

Sytuacja znacznie bardziej się komplikuje wówczas, gdy mamy do czynienia z drugą formą popełnienia przestępstwa naruszenia miru domowego - z nieopuszczeniem domu wbrew żądaniu osoby upraw­nionej.

Odpowiedź na pytanie, czy wobec takiego zachowa­nia przysługuje prawo do obrony koniecznej, nie jest prosta. Źródłem nasuwających się wątpliwości jest fakt, iż w takiej sytuacji mamy do czynienia nie z działaniem, lecz zaniechaniem. Brak działania po stronie sprawcy, którego zachowanie polega na zanie­chaniu – czyli nieopuszczeniu domu – prowadzi wielu autorów do wniosku, że skoro nie ma działania, nie ma też mowy o zamachu ze strony sprawcy. Istnienie

zamachu jest – jak wiadomo – jedną z ustawowo określonych przesłanek obrony koniecznej; brak więc zamachu wyklucza uznanie ewentualnego obronnego działania właściciela domu polegającego np. na naru­szeniu nietykalności cielesnej sprawcy za działanie w obronie koniecznej.

Problem uwidacznia się zwłaszcza, jeśli sięgniemy do znaczenia przypisywanego zazwyczaj pojęciu „zama­chu”, które jest określane jako: gwałtowne działanie, gwałtowny czyn, targnięcie się na coś lub na kogoś bądź zorganizowana akcja. Takie pojmowanie zama­chu jako nieodłącznie związanego z aktywnym zacho­waniem (działaniem) wyklucza – ze względów czysto formalnych – możliwość zastosowania do takich sytu­acji instytucji obrony koniecznej. Z kolei interpretacje dopuszczające możliwość zasto­sowania instytucji obrony koniecznej także wobec za­niechania opierają się na zupełnie odmiennym rozu­mieniu pojęcia „zamachu”. Interpretacje te wiążą się z podkreśleniem, że w rozumieniu prawa zamach to zachowanie, które może naruszyć lub narusza jakieś dobro chronione prawem. Przy takim rozumieniu po­jęcia zamachu przyjmuje się, że może on być podjęty zarówno poprzez działanie, jak i poprzez zaniechanie działania, którego podjęcie było obowiązkiem spraw­cy. Stanowisko dopuszczające obronę konieczną wo­bec sprawcy naruszenia miru domowego przez zanie­chanie zajmował Sąd Najwyższy w swych orzecze­niach zarówno z okresu międzywojennego, jak i powojennego.

Orzeczenia Sądu Najwyższego uznające prawo do obrony koniecznej w takich wypadkach spotkały się z krytyką czołowego polskiego prawnika okresu mię­dzywojennego Juliusza Makarewicza. Również w okre­sie późniejszego rozwoju literatury prawniczej na ten temat, aż po okres współczesny, zagadnienie to jest wciąż przedmiotem sporu wśród prawników. Spór wokół interpretacji przepisów kodeksu karnego ma jednak bardzo istotne znaczenie praktyczne. Doty­czy bowiem prawa, a ściślej zakresu prawa do obrony przed bezprawnym nieopuszczeniem miejsca wbrew woli osoby uprawnionej.

Toczące się w nauce prawa interpretacyjne spory – niezależnie od zajętego stanowiska – nie wiążą się w żadnym razie z automatyczną negacją prawa do obrony przed bezprawnym zachowaniem sprawcy. Ci autorzy, którzy odrzucają możliwość zastosowania in­stytucji obrony koniecznej wobec zaniechania (tu: na­ruszenia miru domowego przez nieopuszczenie do­mu), wskazują wszak na możliwość zastosowania w takich wypadkach instytucji dozwolonej samopo­mocy. Samopomoc jest także pewną formą własnej obrony przed bezprawnym zachowaniem. Może ona oznaczać usunięcie intruza silą (naruszenie jego nie­tykalności osobistej) bądź słowne domaganie się opuszczenia pomieszczenia połączone także ze znie­ważaniem.

■ Granice samopomocy

Zachowanie właściciela domu działającego w ramach dozwolonej samopomocy może być zatem w zasadzie identyczne jak w wypadku, gdy dochodzi do skorzy­stania z prawa do obrony koniecznej. Rzecz jednak w tym, że skorzystanie z prawa do samopomocy – mi­mo braku wyraźnego uregulowania tej instytucji w przepisach prawa – wiąże się z ograniczeniami wy­nikającymi z konieczności przestrzegania zasady pro­porcjonalności dóbr i subsydiarności. Różnica między zakresem uprawnień przysługujących broniącemu się przez zastosowanie obrony koniecznej i dozwolonej samopomocy jest widoczna zwłaszcza wówczas, gdy chodzi o zasadę subsydiarności. Ozna­cza to, że osoba działająca w ramach dozwolonej sa­mopomocy, usuwająca intruza z domu nie może wy­stąpić czynnie przeciwko niemu, jeżeli może w inny sposób uwolnić się od intruza (np. przez wezwanie policji). Natomiast rozpatrywanie zachowania bronią­cego się w ramach instytucji obrony koniecznej ozna­cza przyjęcie, że ma on prawo czynnego przeciwsta­wienia się napastnikowi, nawet naruszenia jego do­bra (np. uderzenia go) bez skorzystania z innego możliwego sposobu uniknięcia skutków zamachu.

Z kolei związanie osoby działającej w ramach samo­pomocy zasadą proporcjonalności dóbr oznacza, że broniąc się nie może spowodować naruszenia dóbr sprawcy, które byłoby nieproporcjonalne do dobra bronionego. Gdy jednak chodzi o tę zasadę, różnica między zakresem uprawnień w wypadku obrony ko­niecznej i samopomocy nie jest już tak wyraźna. W odniesieniu do obrony koniecznej pewne elementy zasady proporcjonalności dóbr dają się bowiem wy­wieść z zasady współmierności sposobu obrony do niebezpieczeństwa zamachu.

Cóż spór ten – dotyczący zastosowalności instytucji obrony koniecznej czy samopomocy – oznacza dla osoby, która znalazłaby się w sytuacji, gdy intruz przebywający w domu nie chce – mimo żądania – opuścić tego miejsca? W sytuacji niejednolitych in­terpretacji w nauce nie sposób przewidzieć, którą z nich obrałby sąd, gdyby cały incydent zakończył się postępowaniem karnym nie tylko wobec sprawcy na­ruszenia miru domowego, ale i wobec krewkiego obrońcy swej posesji. Bezpieczniej byłoby zatem przy­jąć, iż szalę mogłaby przeważyć interpretacja prowa­dząca do wyraźnie węższego zakreślenia granic uprawnień broniącego się właściciela domu, tj. przy­znania mu jedynie prawa do dozwolonej samopomocy. Bezsporny pozostaje fakt, że usunięcie siłą sprawcy z domu (czy spowodowanie opuszczenia domu przez jego słowne znieważanie) będzie działaniem legal­nym, jeśli sposób działania utrzyma się w granicach współmierności do niebezpieczeństwa grożącego z je­go strony i jeśli opuszczenia domu przez intruza rze­czywiście nie można spowodować w inny sposób (np. przez szybką interwencję policji). Należałoby zatem przyjąć, iż osobista interwencja dopuszczalna jest do­piero wówczas, gdy inne sposoby obrony nie są moż­liwe lub nie są skuteczne.