Mimo nowoczesnego stylu życia współczesnych rodzin, wzajemne oczekiwania mężów i żon związane z domem na ogół nie zmieniają się.

■  Żonaci żyją dłużej


Tradycyjne podziały ról w domu uwidaczniają się najdobitniej w or­ganizacji życia codziennego. Męż­czyźni zajmują się z reguły napra­wianiem sprzętu gospodarstwa do­mowego, załatwianiem spraw urzę­dowych, remontami i odnawianiem mieszkania oraz zlecaniem usług dla domu. Na kobiety, poza codziennymi czynnościami związanymi z prowa­dzeniem domu (kuchnia, higiena, zakupy), spada obowiązek odrabiania z dziećmi lekcji (mężczyźni zwykle tego nie lubią lub nie mają czasu). W pracach domowych więcej poma­gają mężczyźni mający żony z wyż­szym wykształceniem. Wynika to, być może, z większego poczucia własnej wartości kobiety wykształ­conej, lepszej organizacji pracy i umiejętnego sposobu egzekwowa­nia robót domowych od męża. Mimo częstego różnicowania czyn­ności domowych na męskie i dam­skie, istnieje duża wspólnota w eko­nomicznych i organizacyjnych decy­zjach małżonków, dotyczących pod­stawowych spraw związanych z domem. Być może dlatego ponad 90% kobiet uważa swe małżeństwa za udane (badania GUS 1994 r.). Trudno bez przeprowadzenia ankiet stwierdzić, czy równie dużo męż­czyzn jest zadowolonych ze swych związków. Z badań Wiliamsa Metoksa z Amerykańskiej Rady Rodziny wynika jednak, że żonaci żyją dłu­żej, a mający zrzędzące żony jeszcze o 10% dłużej, ponieważ z koniecz­ności – dla świętego spokoju – mu­szą się dostosować do dobrych rad.

■          Własny dom

Jest źródłem poczucia bezpieczeń­stwa, miejscem, którym partnerzy mogą się pochwalić, świadectwem zaradności, wytrwałości, wizytów­ką statusu społecznego rodziny. Dom wreszcie daje swobodę, jest strefą, w której – będąc u siebie – można być sobą bez udawania. Jest miejscem, dokąd można umknąć, gdy świat staje się zbyt męczący. Brak tanich mieszkań – i do wynaję­cia, i do zakupu – odczuwany przez wiele dziesiątków lat w Polsce po­wojennej, spowodował, że szanse na stworzenie własnego, niezależne­go domu były możliwe do zrealizo­wania tylko przez rodziny bogatsze lub mające większe wpływy. Dla większości młodych były to perspek­tywy dość odległe. Mimo to potrze­ba posiadania własnego gniazda by­ła (i jest) tak silna, że blisko dwóm trzecim młodych małżeństw udało się zrealizować pragnienie oddziele­nia się od rodziców.

■          Wygląd domu

Można śmiało zaryzykować tezę, że wygląd domu osób pozostają­cych ze sobą w trwałym związku staje się z czasem odzwierciedle­niem osiągnięć męża, „ubranych” w osobowość żony. Nawet jeżeli kobieta jest motorem zmiany domu na nowy – większy czy lepszy – to jednak, jak się wy­daje, w warunkach polskich więk­szy dynamizm w załatwianiu i re­alizowaniu tych planów przejawia­ją mężczyźni – a przynajmniej tego się od nich oczekuje. Kobieta zazwyczaj, zajmując się sprawami urządzenia domu, suge­ruje jego styl. Często stara się przy tym podkreślić status społeczny ro­dziny, wyrażany pozycją męża, a czasem pozycją ich obojga. Chęt­nie widzi się kobietę w tej roli. To kobieta łatwiej posługuje się argu­mentami, że coś jest piękne lub es­tetyczne, podczas gdy w rzeczywi­stości kryją się za tym sprawy związane z prestiżem: piękne „bo nam przystoi”, „o nas świadczy”, „bo mają to ludzie, którzy coś zna­czą”, „jest modne”, „nowoczesne”. Za argumentem piękna może też kryć się potrzeba bezpieczeństwa: ładne, bo „bliskie nam, zrozumia­łe”, „podobne do rzeczy z rodzin­nego domu”.

Zgodnie z polską tradycją zarówno w typowych mieszkaniach, jak i w indywidualnych domach są mniej lub bardziej prestiżowe po­mieszczenia. Mniej prestiżowe, ta­kie jak kuchnia (choć jej znaczenie ciągle rośnie), spiżarnia, garderoba, pomieszczenia do szycia i prasowa­nia – pozostają w gestii kobiet. Dru­ga grupa lokali mniej prestiżowych, jak piwnica, schowki na różne urzą­dzenia, warsztat i garaż z reguły pozostają pod opieką mężczyzn. Pokrywa się to przestrzennie z po­działem czynności każdej ze stron. Część reprezentacyjna jest zazwy­czaj wspólnie użytkowana przez małżonków i często chroniona przed dziećmi. W małych 2-3 – po­kojowych mieszkaniach, których w miastach jest najwięcej, duży reprezentacyjny pokój bywa czę­sto miejscem snu dla obojga mał­żonków – zwłaszcza w sytuacji, gdy chcą oni, aby dzieci miały swoje pokoje.

Istnieją pewne stereotypy związa­ne z przestrzenią „męską” i „kobie­cą”. Zjawisko „uniseksu” znane do­skonale w modzie odzieżowej lat osiemdziesiątych, upodabniającej w wyglądzie kobietę i mężczyznę, nie ma wyraźnego wpływu na wy­gląd wnętrz domu, jeśli są one wy­raźnie rozdzielone do dyspozycji kobiety i do dyspozycji mężczyzny.

■ Toaletka i komputer

Niezależnie od zmieniającego się (dość powoli, zgodnie z modą) spo­sobu urządzania mieszkań istnieją pewne wyobrażenia na temat wy­glądu pomieszczeń przeznaczo­nych dla każdej z płci. W mieszka­niach typowych rzadko wprawdzie są one realizowane, ze względu na zbyt małą powierzchnię i odsuwa­nie potrzeb przestrzennych kobiet na plan dalszy na rzecz przestrzeni dla dzieci i dążenia do posiadania wnętrza reprezentacyjnego. Istnieje mimo wszystko stereotyp pokoju kobiety – pomieszczenia w jasnych, pastelowych barwach, z delikatnymi meblami, często ażu­rowymi lub giętymi, z konieczną to­aletką, różnymi stoliczkami, cza­sem etażerką i sekretarzykiem i z mnóstwem „miłych” drobia­zgów oraz kwiatów. Bardziej współczesne wyobrażenia wprowa­dzają między innymi kontrastową kolorystykę, czasem biało-czarną, nasycenie tkaninami o bardziej zde­cydowanych barwach i współcze­sny typ jasnych mebli. Stereotyp pokoju mężczyzny, nieco częściej pojawiający się w rzeczywi­stości, to zwykle gabinet o bardziej nasyconej kolorystyce ścian (kolor zielony obowiązujący w XIX w. utrzymuje się nadal), z meblami ra­czej ciemnymi, kojarzącymi się z at­mosferą solidności. Spartański tap­czan, masywne biurko, komputer, biblioteka czy regał oraz duże fotele.

W wersji bardziej nowoczesnej nie różni się on specjalnie od stylistyki pokoju reprezentacyjnego, w którym nie ma komputera, a jest telewizor. Wdzięk, lekkość, świetlistość i urok przestrzeni „kobiecej” przeciwsta­wianie są rzetelności, solidności, spokojowi, logice i pewności, jaka powinna panować w przestrzeni „męskiej”. Ten dobór cech i sposób ich plastycznego pokazania mówi ogromnie dużo o przypisywanych obu partnerom przymiotach, przy czym trzeba pamiętać, że w wielu wypadkach program użytkowy tych przestrzeni zupełnie się nie różni, zwłaszcza gdy obydwoje pracują umysłowo w domu. Ten tradycyjny podział na cechy, które powinna mieć kobieta i te, które powinny być właściwe męż­czyźnie – zobrazowany wyglądem wnętrza – istnieje nadal (choć wie­le kobiet, mając sukcesy w pracy zawodowej i niezależność mate­rialną, nie mogłoby tego osiągnąć, gdyby w ich działaniach nie było logiki, solidności, racjonalności i spokoju).

■ Odmienność płci w sypialni

U progu lat dziewięćdziesiątych pojawiła się, dość niespodziewa­nie, tendencja różnicowania wize­runku (image) mężczyzny i kobiety w domu przez – czasem zabawne – urozmaicenie wyglądu posłania męża i posłania żony. Jest to „zaproszenie do manifesto­wania odmienności płci” przygoto­wane przez projektantów wzornic­twa, skierowane tylko do mał­żeństw. Nikt z przychodzących z zewnątrz z wizytą nie ogląda przecież powleczonych posłań każ­dego z małżonków, nie interesuje się tym, jaki obraz własnej osoby chce każde z nich kreować. Tak więc, obok klasycznej, białej poja­wiła się pościel o nie spotykanych dotychczas kolorach i wzorach. Czernie i czerwienie, wzory w lia­ny i zarośla tworzą wizerunek mężczyzny Tarzana, wysmakowane brązy i zrudziałe zielenie, zesta­wienie w kraty kreują obraz myśliwego, stonowane barwy eko­logiczne, łączone w pasy kojarzą się z geologiem, a gładka gama od­cieni wina oznacza sybarytę. W pianie białych koronek i haftów tonie „kobieta luksusowa”, wśród wzorów łączki i kwiatów – „dziew­czyna romantyczna”, w błękitnych i różowych kratkach ozdobionych ażurowymi wstawkami babuni „macierzyńska, ciepła żona”, a w pościeli gładkiej, nasyconej zdecydowanymi barwami – „kobie­ta nowoczesna”.

Opisane powyżej stereotypy nie za­wsze znajdują odzwierciedlenie w polskich domach. Rzeczywistość często uniemożliwia realizację na­szych wyobrażeń dotyczących za­gospodarowania przestrzeni i uczy­nienia pięknym naszego domowe­go otoczenia. Nie znaczy to wcale, że się o tym nie marzy. Czasami te marzenia stają się rzeczywistością, a na pewno czynią realia łatwiej­szymi do zaakceptowania. Pamiętajmy – dom szczęśliwy to dom wspólny.